Fanfaronada tygodnia
Polskie gwiazdy uwielbiają wypowiadać się na tematy, o których nie mają pojęcia. Wielu aktorów, muzyków i prezenterów dochodzi na pewnym etapie kariery do wniosku, że znana gęba uprawnia do mądrzenia się.
Do stałego repertuaru wchodzą wtedy przede wszystkim: narzekania na rodaków (zwłaszcza na ich zaściankowość i myślenie rodem z Ciemnogrodu), filozofowanie na temat życia i natury ludzkiej (czytaj: wyważanie otwartych drzwi, dochodzenie do wniosków, do których ludzkość doszła już wieki temu) oraz politykowanie (jak powyżej).
CeleBlog sprzeciwia się takim praktykom. Tak jak od polityka nie oczekujemy, że wypowie się fachowo na temat ustawiania kamery podczas kręcenia filmu, tak od aktorów nie oczekujemy, że wyjaśnią nam przyczyny kryzysu ekonomicznego. Polityk jest od politykowania, aktor – od grania. A d*** – wiadomo.
Dlatego CeleBlog będzie tępił przejawy mędrkowania w plemieniu celebrytów, a najbardziej „błyskotliwe” przykłady nagrodzi tytułem „Fanfaronady tygodnia”.
Cykl otwiera Marek Kondrat. Aktor, który najpierw uwierzył, że zna się na winach i to nie było jeszcze takie nieuzasadnione, bo ponoć ukończył jakieś kursy enologiczne. Potem jednak uwierzył, że zna się też na polityce i tu już nie wiadomo, na jakiej podstawie. W ostatnim „Przekroju” Kondrat znowu dzieli się przemyśleniami na ten temat.
„Ja sobie nie pozwolę na Tuska powiedzieć złych rzeczy, bo nie chcę sztucznie wyszukiwać jego słabości” – mówi. Oczywiście, takie na przykład afery hazardowa i stoczniowa to sztucznie wyszukane słabości…
Czego jednak oczekiwać od człowieka, który przyznaje, że w dniu wyborów miał gorącą linię z Januszem Palikotem, którego wstydzi się nawet jego macierzysta partia: „Byłem cały czas na łączach z Palikotem, który mi donosił w trakcie dnia wyborczego domniemane procenty, i ta radość we mnie wzbierała. Głównie wynikająca z tego, że PiS odchodzi!”
Można powiedzieć, że to nic takiego – każdy ma prawo do swoich poglądów. Tylko czy jest sens udzielania takich wypowiedzi, które nic nie wnoszą, a jedynie udowadniają, że ich nadawca ma powierzchowną wiedzę i nie wykazuje się żadną głębszą refleksją?
Kondrat udowadnia to nie od dziś. W marcu ubiegłego roku mądrzył się w „Dzienniku” na temat Traktatu Lizbońskiego, jego zdaniem potrzebnego Polsce.
Niestety z wyjaśnieniem, dlaczego potrzebnego było już znacznie gorzej. Aktor opowiadał głównie o swojej miłości do Europy, która nauczyła go, że „wino jest ciszą i spokojem”, Europy, będącej dla niego „intelektualnym wyzwoleniem, kolebką tej myśli, którą czuję najlepiej, i miejscem intelektualnie wartościowym”. Zachwycał się otwarciem granic i możliwością swobodnego podróżowania, wplótł też obowiązkowy wątek wstydu za swój ciemny kraj:
Podróżowałem w swoim życiu sporo i zawsze doznawałem uczucia, że nie przynależę do świata ludzi normalnych, cywilizowanych, zadowolonych. Konsumujących życie na miarę swoich aspiracji i potrzeb. Chciałem im wykrzyczeć, że też jestem wykształcony, że znam ich języki.
Bardzo to wszystko piękne i wzniosłe, jednak bliżej nie wiadomo, jaki związek mają duma z cywilizacyjnego dziedzictwa Europy oraz swoboda podróżowania z koniecznością podpisania traktatu. Czy teraz tę dumę trzeba jakoś usankcjonować? Czy teraz, bez traktatu, Kondrat nie może przekroczyć granicy?
W całym tekście nie pada nawet jeden rzeczowy argument przemawiający na korzyść podpisania traktatu. Wypowiedź Kondrata to prostu, by posłużyć się powiedzonkiem Manueli Gretkowskiej, etos, patos i kutas. Zbiór pięknych, kompletnie pustych słów. I po co je wygłaszać? Wygląda na to, że reklamy banku, w których od kilku lat Kondrat gra, za bardzo przyzwyczaiły go do mądrzenia się i udzielania rad.
Popularity: unranked [?]
CeleBoss
[...] tygodnia już przyznana więc tym razem Natalii Lesz się upiecze, ale zachowamy ją w czułej pamięci. Lesz opublikowała [...]
[...] nie tylko Platformę Obywatelską, premiera Donalda Tuska oraz dokonania jego rządu chwali Marek Kondrat. Jak informuje dziś Pudelek również działa to w drugą stronę. Także Platforma Obywatelską [...]